mi_fe_szelogo
pol_zw_szelogo_cd
WIADOMOŚCI  WRZEŚNIA  2018
mi_fe_szelogo_cd
REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA
REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA

Lata 2008-2016
KLASYFIKACJE
MISTRZOWIE OLIMPIJSCY
POLSCY MEDALIŚCI IO
MISTRZOWIE ŚWIATA
POLSCY MEDALIŚCI MŚ
MISTRZOWIE EUROPY
POLSCY MEDALIŚCI ME
MISTRZOSTWIE POLSKI
KLUBY SZERMIERCZE
AKADEMIA prof. Zbigniewa Czajkowskiego
Jerzy Pawłowski 1932-2005
GWIAZDA WITOLDA WOYDY
ARCHIWUM
LINKI
KONTAKT
BLOGI
KSIĄŻKI i DVD
Lata 2008 - 2016
BOURGES 2003 - KOPENHAGA 2004 - ZALAEGERSZEG 2005 - IZMIR 2006 - GANDAWA 2007 - KIJÓW 2008 - PŁOWDIW 2009 - LIPSK 2010

Mistrzostwa
Europy
w
szermierce


SHEFFIELD 2011

MEDALE POLAKÓW >>

Mistrzostwa w Sheffield na siedmiu wgórzach
Do turniejów szermierczych podczas igrzysk olimpijskich w Londynie pozostał niecały rok, a niedawno w brytyjskim Sheffield zakończyły się mistrzostwa Starego Kontynentu. Położone północnej Anglii miasto najbardziej gościnne okazało się dla Włochów. Szermierze z Półwyspu Apenińskiego czuli się w nim jak w domu (w końcu Sheffield, podobnie jak Rzym, położone jest na siedmiu wzgórzach) i to właśnie Fratelli d’Itallia rozbrzmiewał najczęściej w czasie dekoracji medalowych. Faktem jednak pozostaje, że w myśl nowej mody jaką wprowadzili organizatorzy imprez sportowych, hymn włoski, jako jeden z dłuższych, został wyciszony, nie wybrzmiewając do końca. Podobny los podzieliły narodowe pieśni Węgrów, Ukraińców i Rumunów, chociaż w przypadku tej ostatniego można mówić o podwójnym zamieszaniu, bo zanim została odtworzona i ucięta w połowie, szpadzistki z Rumunii wysłuchały hymnu z czasów komunistycznego reżimu „Słoneczka Karpat” - Nicolae Caucescu. Zwyciężczynie zeszły z podium i powróciły na nie dopiero w momencie, gdy usłyszały aktualny hymn narodowy. Polska delegacja ani razu nie wysłuchała choćby i niedokończonego Mazurka Dąbrowskiego. Mistrzowskie tytuły były tym razem zarezerwowane dla innych. Nasi reprezentanci bronili w Sheffield trzech medali, zdobytych rok temu przez szpadzistki i szpadzistów. W Lipsku złoto drużynowe wywalczył team fechmistrza Mariusza Kosmana, a indywidualnie na podium stanęła Magdalena Piekarska (srebro) i Radosław Zawrotniak (Brąz). To właśnie w stronę polskich szpad spoglądaliśmy z największą nadzieją. Niestety pozostał nam spory niedosyt, ale przecież wytęp polskich szermierzy w Anglii nie skończył się całkowicie bez sukcesów.

Rośnie kolekcja Tomasza Motyki
Świetnie bijący się Tomasz Motyka wywalczył swój kolejny (ósmy w ogóle, a trzeci indywidualnie) medal na europejskim czempionacie. Mistrz Europy z Zalaegerszeg wysoką formę zasygnalizował już w czasie eliminacji grupowej, zapewniając sobie najwyższe rozstawienie w turniejowej drabince.


Foto Agata Maszewska - mat-fencing

W drodze do finału radził sobie bardzo pewnie, odprawiając dwóch medalistów ostatnich igrzysk olimpijskich: brązowego – Jose Luisa Abajo i złotego – Matteo Tagliariola. Odpadł dopiero w półfinale za sprawą późniejszego zwycięzcy, Joerga Fiedlera.


Foto Agata Maszewska - mat-fencing

Dzielnie sekundował mu cierpiący z powodu z kontuzji Radosław Zawrotniak, który zakończył przygodę z turniejem rundę wcześniej, w pojedynku ze srebrnym medalistą – Baasem Verwijlenem. W rundzie grupowej, podobnie jak Motyka również nie przegrał walki, można więc powiedzieć, że obydwaj nasi finaliści pokonani zostali tylko przez najlepszych.

Naprawdę niewiele do dobrego wyniku zabrakło również Krzysztofowi Mikołajczakowi. Po wyeliminowaniu z turnieju numeru 2 – Włocha Paolo Pizzo – w 1/16 uległ zaledwie jednym trafieniem Rosjaninowi Suchowowi. Na tym samym etapie został też wyeliminowany polski debiutant na ME – Piotr Kruczek.


Udekorowany medalem Tomasz Motyka w towarzystwie piątego Radosława Zawrotniaka i najmłodszego ze startujacych Polaków - Piotra Kruczka - dla którego 26 miejsce było dużym osiągnięciem.
Foto TM - mat-fencing

Pełne wyniki >>

Nadzieje czasem się nie spełniają
Przed turniejem kobiecym trudno było nie liczyć na Magdalenę Piekarską. Dwukrotna medalistka z Lipska i liderka światowego rankingu miała odegrać w Sheffield pierwszoplanową rolę. Początek był wcale obiecujący i warszawianka gładko awansowała do najlepszej 16. Tutaj jednak zaczynały się schody. Polka, czekająca wynik pojedynku Laura Flessel-Colovic – Imke Duplitzer, zastanawiała się, która będzie dla niej wygodniejszą rywalką. W starciu weteranek wygrała ta pierwsza i wydawało się, że jest to lepszy scenariusz. W ostatnich latach Piekarska zwykle pokonywała Francuzkę, a z Niemką bywało raczej na odwrót. Niestety statystyki, przemawiające na korzyść naszej reprezentantki, nie pomogły w walce z nestorką światowych plansz (w tym roku obchodzić będzie 40 urodziny). Polka przegrała 12:15. Naprawdę niewiele brakowało, by do tej walki w ogóle nie doszło, a to za sprawą… Małgorzaty Berezy. W grupie jej „bilans wyszedł na zero” - trzy walki przegrane, trzy wygrane, dwadzieścia trafień zadanych, dwadzieścia straconych. Niby przeciętnie, ale jednak tkwił jakiś potencjał w zawodnicze katowickiego AZS AWF, bo następna walka jaką stoczyła, była porywającym pojedynkiem ze wspomnianą już wcześniej Flessel-Colocic. Często bywa tak, że przy stanie 14:14 doświadczenie liczy się potrójnie i na nasze nieszczęście, również w tym starciu odegrało decydującą rolę. Pięciokrotna mistrzyni świata i dwukrotna mistrzyni olimpijska zachowała więcej zimnej krwi i bezbłędnie wykorzystała moment zawahania rywalki – 15:14 dla Francuzki. Jedno miejsce za Małgorzatą Berezą uplasowała się Ewa Nelip. Niestety niewiele można o jej występie napisać, bo już w pierwszej walce uległa Rosjance Kołobowej 2:15. Za to zdecydowanie najlepiej z naszych szpadzistek radziła sobie Małgorzata Stroka. Rozstawiona z numerem 5 po eliminacjach grupowych szybko dotarła do 1/8 finału, gdzie zmierzyła się z Rosjanką Tatianą Łogunową – od paru dobrych lat jedną z najlepszych szpadzistek świata. Szala zwycięstwa przechylała się to na jedną, to na drugą stronę, a ostateczne rozstrzygnięcie zapaść miało w dodatkowej minucie. Ostatnie trafienie zadała Polka i mogła się cieszyć ze swojego życiowego sukcesu. Nie spoczęła jednak na laurach i już w następnej walce znowu pokazywała mądrą, taktyczną szermierkę w starciu z Niemką Brittą Heidemann. W tym pojedynku o wyniku również zdecydowała dogrywka, ale tym razem skończyła się niepomyślnie dla Stroki. Do medalu zabrakło jednego trafienia, które, jak sama pani Małgorzata przyznała, będzie się jej śnić po nocach. Pełne wyniki >>

Większy apetyt Estończyków
Turnieje indywidualne rozbudziły apetyty na „drużynówki”, ale patrząc na układ drabinki można było odczuwać również pewien niepokój. W 1/8 finału czekało nasze zawodniczki przetarcie z Finkami, jednak w następnej rundzie mecz z Francją. Z kolei w turnieju mężczyzn już pierwszy przeciwnik nastręczał obaw, bo drużyna z Estonii z mistrzem świata, Nikołajem Nowosjołowem, to rywal nieprzewidywalny i niebezpieczny. Niestety obawy te nie okazały się bezpodstawne. Estończycy prowadzili z Polakami praktycznie cały czas. Nie potrafili jednak wypracować większej przewagi. Skutecznie zmniejszył ją w przedostatniej rundzie Radosław Zawrotniak i Tomasz Motyka, tradycyjnie już kończący mecz, miał do zwycięstwa drogę otwartą, choć niełatwą. Rozpoczął pojedynek z Nowosjołowem nienajlepiej, ale po pewnym czasie wziął się za odrabianie strat. Pod koniec, akcja po akcji zadał trzy trafienia z rzędu i zbliżył się na jeden punkt. Działając jednak pod presją czasu, na dwie sekundy przed końcem meczu, stracił jeszcze jeden. Na tym też się skończyło – Polacy przegrali z Estonią i pozostało im walczyć o miejsca 9-16. Wygrana z Danią, porażka z Hiszpanią i na koniec zwycięstwo z Holandią, dały ostatecznie 11 pozycję, od wielu lat najsłabszą na Mistrzostwach Europy. Pełne wyniki >>

Panie lepiej, ale też bez medalu
Lepiej zaprezentowały się nasze panie, ale medalu również nie zdobyły. Po planowej wygranej z Finkami przyszło trzymające w niezwykłym napięciu spotkanie z Francuzkami. Biało czerwone rzadko wychodziły na prowadzenie, ale albo udawało im się utrzymać remis, albo nie odpadać od rywalek na więcej niż dwa trafienia. Odżyła po turnieju indywidualnym Ewa Nelip, dobrze radziła sobie Danuta Dmowska-Andrzejuk, a o losach medalowych po raz kolejny miał zadecydować pojedynek Magdalena Piekarska – Laura Flessel-Colovic. Niestety Francuzka, której do szczęścia wystarczyły „duble”, bardzo mądrze walczyła w obronie i nieczęsto dała się prowokować do natarcia. Mecz zakończył się właśnie podwójnym trafieniem i wynikiem 45:41 dla trójkolorowych. Podopiecznym fechmistrza Kosmana, przygnębionym takim obrotem sprawy, nie udało się już wygrać żadnego meczu, choć zarówno z Węgierkami jak i z Niemkami przegrywały minimalnie. Ósme miejsce nie jest na pewno wymarzonym, a do tego bolą stracone punkty w światowym rankingu, które zmniejszają szanse drużyny na występ na igrzyskach w Londynie. Pełne wyniki >>

Szabiści bez olimpijskich aspiracji indywidualnie...
O drużynowych turniejach olimpijskich nie myślą też na pewno szablistki i szabliści. Te pierwsze po prostu nie są przewidziane w programie igrzysk, a ci drudzy nadal nie mogą się wydobyć z dołka w jaki wpadła jakiś czas temu polska szabla męska. Start indywidualny naszych szablistów od jakiegoś czasu wiąże się z nieśmiałymi nadziejami, że Marcin Koniusz albo Adam Skrodzki przypomną sobie te turnieje, w których potrafili wygrywać z najlepszymi, a za przykładem swoich liderów pójdzie cała drużyna. Niestety i tym razem się nie udało. Co prawda Skrodzki, poza jedną przegraną walką, roznosił grupowych rywali, ale w 1/16 finału dość wyraźnie przegrał z potężnym Belgiem, Seppem Van Holsbeke. Piętnaście minut później, w tej samej rundzie żegnał się z zawodami Koniusz, który nie sprostał Rumunowi Dolniceanu. W fazie pucharowej walczył jeszcze jeden Polak – Damian Skubiszewski, który minimalnie przegrał z francuskim mistrzem Europy do lat 23, Julienem Medardem. Mateusz Górski nie przedarł się przez eliminacje grupowe. Pełne wyniki >>

...szablistki drużynowo (z musu)
Turniej szablistek nie rozpoczął się dla Polek najlepiej. Tylko Aleksandra Socha zdołała rozstawić się w pierwszej 32, ale przegrała w swojej grupie dwie walki. Zawodniczki trenera Andrzeja Molatty nie zamierzały jednak tanio skóry sprzedać. W komplecie zakwalifikowały się do 1/16 finału. Niestety tam poniosły pierwsze straty. Bogna Jóźwiak przegrała z Retą Benko, a Irena Więckowska z Jekatariną Diatczenko. Rosjanka niedługo cieszyła się jednak tym zwycięstwem, bo swoistej zemsty za swoją koleżankę dokonała na niej Aleksandra Socha, kwalifikując się tym samym do ćwierćfinału. Zaledwie o jedno trafienie od takiego wyniku była Katarzyna Kędziora. Poznanianka prowadziła z Leonore Perrus 14:12, by w końcu przegrać 14:15. Pojedynek Oli Sochy z Gioią Marzoccą rozpoczął się bardzo pomyślnie dla Polki, bo od prowadzenia 3:0. Od tego momentu do stanu 13:11 właściwie cały czas to nasza szablistka kontrolowała przebieg walki. Jednak Włoszkę stać było na ostatni zryw, w którym wyszła na prowadzenie 14:13. Socha szybko doprowadziła do wyrównania i w kolejnej akcji trafiła Włoszkę „na jedną lampę”. Kibice Polscy wznieśli okrzyk radości, ale Włosi nie dawali za wygraną. Chcieli, żeby sędzia unieważnił trafienie, bo ich zdaniem Włoszce wypadła z ręki szabla. Rosyjski arbiter Władysław Szamis nie dał sobie jednak wmówić nic podobnego i po sprawdzeniu zapisu wideo wzniósł lewą rękę w górę, co oznaczało zwycięstwo Aleksandry Sochy. A więc co najmniej brąz! Półfinałową przeciwniczką Polki była Galina Pundyk. Nasza reprezentantka chyba jeszcze łapała oddech po walce z Marzoccą, bo rozpoczęła walkę dość niemrawo, ale już koniec pierwszej rundy należał do niej – 8:7. W drugiej odsłonie systematycznie powiększała prowadzenie i po zwycięstwie 15:11 mogła się cieszyć z awansu do ścisłego finału.


Foto Agata Maszewska - mat-fencing

Finału, który rozpoczął się fatalnie. Olga Charłan zupełnie zdominowała Polkę, prowadząc po pierwszej rundzie 8:2, a w drugiej zwiększając przewagę na 13:6. Socha złapała wtedy drugi oddech i zadała cztery trafienia z rzędu. Wydawało się, że udało się jej „zahaczyć” rywalkę, ale ta bardzo szybko odpowiedziała dwoma trafieniami, zwyciężając 15:10. Srebro dla Polski i Aleksandry Sochy, która po 7 latach przerwy (w roku 2004, w Kopenhadze była mistrzynią Europy) ponownie wywalczyła indywidualny medal.


Nasza srebrna medalistka z trenerem
Foto Agata Maszewska - mat-fencing

Pełne wyniki >>

Zmagania drużynowe rozpoczęły nasze szablistki od rozniesienia Białorusinek aż 45:17, ale dopiero ćwierćfinałowe przeciwniczki, Włoszki, miały zweryfikować dyspozycję Polek. Niestety zrobiły to aż nazbyt wyraźnie. Zawodniczkom trenera Molatty udało się wygrać tylko 2 z 9 pojedynków i tak prysły marzenia o podium. Walka o jak najlepsze miejsce trwała jednak nadal i po zwycięstwach nad Hiszpankami oraz Niemkami, Polki mogły przybić sobie „piątki” za zajęcie piątej pozycji. Pełne wyniki >>

Nadzieja jest zawsze
Męska drużyna szablowa w turniejach drużynowych nie zajmuje może najwyższych miejsc, ale za każdym razem można zauważyć jakiś pozytywny akcent, który pozwala zachować nadzieję, że może to właśnie w następnym występie się uda. Często nasi szabliści przegrywali w 1/8 finału naprawdę nieznacznie, czy to z Francuzami, czy Włochami. Tym razem na drodze stanęli Węgrzy, do pokonania których zabrakło 8 trafień, ale w meczu o 9 miejsce z Francuzami (których sensacyjnie wyeliminowali wcześniej Hiszpanie) już tylko 5. Marna to może pociecha, jeśli skonstatuje się, że za nami sklasyfikowani zostali tylko Gruzini, ale co nam pozostaje jak nie to, aby wierzyć, że nadejdą jeszcze lepsze czasy? Pełne wyniki >>

Floreciści w formie, ale bez szczęścia...
Rok temu w Lipsku dwóm naszym florecistom udało się awansować do najlepszej ósemki. Był to wynik dobry, a niewiele brakowało, żeby był jeszcze lepszy. Leszek Rajski bardzo nieznacznie przegrał wtedy o medal z Valerio Aspromonte. W tym roku wyniki były gorsze, ale niedosyt chyba jeszcze większy. Co prawda żaden z nich nie wygrał swojej grupy, ale każdy zaprezentował w swoich walkach coś, co uprawniało do patrzenia z optymizmem na rozpoczynające się walki pucharowe. Leszek Rajski i nadal starający się o powrót do pełnej formy po kontuzji Radosław Glonek w cuglach wygrali swoje pierwsze pojedynki. Trochę dłużej męczył się Marcin Zawada, ale ostatecznie pokonał Rumuna Darabana 15:11. W 1/16 dołączył do nich Paweł Kawiecki, zwolniony z pierwszej eliminacji bezpośredniej. Od razu wymierzył zresztą potężnego prztyczka w nos gospodarzom, pokonując po niezwykle emocjonującej walce ich faworyta – Richarda Kruse’a. Trochę wcześniej odwet za Lipsk wziął Rajski. Ponownie spotkał się bowiem z Aspromonte, ale tym razem nie dał Włochowi wyeliminować się z turnieju.


Foto Agata Maszewska - mat-fencing

W kolejnej odsłonie „rekonwalescent” Radosław Glonek musiał uporać się z Rolandem Schlosserem (na zdjęciu wygrana walka w 1/32 z Białorusinem Jewgienijem Ułasikiem). Wysoki Austriak wysoko jednak postawił poprzeczkę i kiedy prowadził już 13:7, zdawać by się mogło, że wiele się już w tym pojedynku nie zmieni. Dwadzieścia dwie sekundy później widzowie zaczęli wątpić w sukces Scholessera, bo wynik brzmiał tylko 14:13. Glonek zadawał trafienie po trafieniu i wydawało się, że ma zwycięstwo na wyciągnięcie ręki. Niestety taki stan rzeczy utrzymał się tylko przez kolejne dwie sekundy, po czym Austriak zadał ostatnie trafienie.


Foto Agata Maszewska - mat-fencing

Również 13:15 przegrał swoją walkę Marcin Zawada. Francuz Victor Sintes nie mógł, mówiąc w żargonie wojskowym, oderwać się od przeciwnika, a Polak co i rusz zadawał mu trafienia, które każdego zawodnika doprowadziłyby do irytacji (na zdjęciu). Zasłona odpowiedź z przysiadem, czy perfekcyjna wręcz linia, pokazywały Francuzowi, że jego prowadzenie może się w każdej chwili skończyć. Tak też się działo. Polak wyrównywał na 10:10, 11:11, 12:12,a od stanu 13:13 wszystko rozpoczęło się od nowa. Przez trzydzieści sekund nikt nie zadał trafienia i wtedy wystarczyły dwie akcje Francuza, który rozstrzygnął walkę na swoją korzyść. Ostatecznie do szesnastki awansowało dwóch, choć śmiało mogło czterech. Pierwszy do boju ruszył Leszek Rajski. Zupełnie niespodziewanie trafił w walce o ćwierćfinał na Sebastiana Borsta. Flamandczyk pokonał już w turnieju nr 1 drabinki, Niemca Mariusa Brauna, a wcześniej renomowanego Rosjanina, Renata Ganiejewa. Mimo wszystko wydawał się idealnym przeciwnikiem w tej fazie turnieju. Dziwne, ale nawet w momencie kiedy wynik brzmiał 7:0 dla Holendra nie chciało się wierzyć, żeby tę walkę można było przegrać. Rywal Polaka nie prezentował niczego szczególnego, wypadało więc poczekać, aż Rajski po prostu się obudzi, sprawiał bowiem wrażenie mocno „zaspanego”. I rzeczywiście. Wytrwałością i pracą wrocławianin stopniowo odrabiał straty i dopadł Borsta przy stanie 13:13, na dziesięć sekund przed końcem trzeciej rundy. Wszyscy odetchnęli z ulgą, bo teraz można było spokojnie dowieźć ciężko wywalczony remis do końca i… nic podobnego. Polak zdecydował się na zaskoczenie rywala natarciem, co dało skutek w postaci utraty trafienia na dwie sekundy przed końcem walki. W takiej chwili z asortymentu taktycznego zawodnika pozostaje już zwykle jedno – bezlitosny atak. Po komendzie „allez” Leszek Rajski wystartował do przodu jak pocisk, wziął spory zamach, wykonał rzut i trafił przeciwnika dosłownie w ostatniej dziesiętnej sekundy. Kiedy aparat pokazał koniec czasu, czerwona lampa nie zdążyła nawet zgasnąć. Tak czy inaczej doszło do dogrywki, w której przecież jest aż minuta na to, żeby wypracować trafienie, nie śpieszyć się, złapać trochę oddechu i… niestety. Po dziesięciu sekundach Polak zdecydował się na przeciwnatarcie, tzw „bioderko”. Borst nie dał się zaskoczyć i trafił po raz piętnasty. Trudno opisać, co w takim momencie, po takiej walce czuje zawodnik, trener i kibice. Bardziej wylewny w wyrażaniu swoich emocji po porażce był Paweł Kawiecki. On również nie mógł narzekać na rywala w 1/8 i w momencie kiedy prowadził 14:12 wydawało się, że powalczy o medal z czekającym w ćwierćfinale Włochem Andreą Cassarą. Jednak jego rywal, Austriak Rene Pranz, nie zamierzał ostatniego trafienia oddać za darmo. Zamiast tego sam zadał trzy z rzędu i awansował dalej. Gdańszczanin sam skomentował swoją przegraną w sposób bardzo dosadny, ale nie będziemy tu przytaczać jego wypowiedzi. A porażki bardzo szkoda. Na rozpamiętywanie nie było jednak czasu, bo przecież pozostał jeszcze turniej drużynowy. Pełne wyniki >>

...także zespołowo
W nim to, po przetarciu z Białorusią, floreciści prowadzeni przez fechmistrza Stanisława Szymańskiego trafili na Włochów. W miejsce Zawady i Glonka do drużyny zostali desygnowani Michał Majewski i Tomasz Ciepły. Obydwaj w meczu z Italią spisali się dobrze, zresztą jak cała nasza drużyna, ale na Cassarę, Baldiniego, Aspromonte i Avolę nie było tego dnia mocnych. Biało-czerwoni stawili im stosunkowo największy opór. Dość powiedzieć, że w finale Francuzi zdołali zadać mistrzom tylko 28 trafień – Polacy o 10 więcej. Nie zaspokaja to rzecz jasna ambicji naszych florecistów, a porażki nie można również zrzucić na karb nienajlepszego sędziowania, ale trzeba stwierdzić, że walki z Włochami stały na bardzo wysokim poziomie. Przybici porażką Polacy, nie zdoławszy zrewanżować się za ubiegłoroczną porażkę w meczu o brązowy medal, trochę zbyt łatwo przegrali z Wielką Brytanią, a następnie zwyciężyli w spotkaniu o siódme miejsce Izrael. Pełne wyniki >>

Małgosia Wojtkowiak prawie jak w Kijowie
Nasze florecistki nie zdążyły nawet wystartować, a już poniosły dotkliwą stratę. Z turnieju indywidualnego kontuzja wyeliminowała Sylwię Gruchałę. W jej miejsce wystartowała Małgorzata Wojtkowiak i spisała się bardzo dobrze. Prawie na medal. Po dwóch zaciętych pojedynkach, wygranych jednym trafieniem z Astrid Guyart i koleżanką z reprezentacji – Anną Rybicką, uległa dopiero w ćwierćfinale Valentinie Vezzali, żywej legendzie nie tylko kobiecego floretu, ale i całej szermierki. Oprócz Wojtowiak i Rybickiej do najlepszej szesnastki awansowała jeszcze Magdalena Knop. W eliminacji grupowej biła się znakomicie, wygrała wszystkie walki i rozstawiła się z numerem 3. Potem z dużym trudem przedarła się do 1/8 finału, ale tam wyraźnie przegrała z Ediną Knapek, która sięgnęła tego dnia po brązowy medal. W pierwszej ósemce rozstawionych po fazie grupowej mieliśmy zresztą jeszcze jedną zawodniczkę – Martynę Synoradzką. Poznanianka stosunkowo wcześnie trafiła na Ilarię Salvatori z Włoch i po zaciętym pojedynku (14:15) musiała uznać wyższość rywalki. Pełne wyniki >>

I Sylwia Gruchała nie pomogła drużynie
Walki Polek w turnieju indywidualnym napawały optymizmem przed turniejem drużynowym. Zwłaszcza, że w szeregi ekipy fechmistrza Longina Szmita powróciła Sylwia Gruchała. W dobrych humorach i z wiarą w sukces można więc było przystąpić do ćwierćfinałowego meczu z rutynowanymi Węgierkami. Początek zmagań z Madziarkami potwierdził wysokie aspiracje drużyny, ale w pewnym momencie rywalki chwyciły wiatr w żagle. To co Polki zyskały w pierwszych trzech walkach, straciły w kolejnych czterech, a przewaga Węgierek wzrosła do siedmiu punktów. W przedostatniej walce kapitalną partię rozegrała jednak Anna Rybicka i Sylwia Gruchała wychodząc na planszę, traciła już tylko dwa trafienia. Ileż to razy widzieliśmy ją wyciągającą drużynę z gorszych tarapatów… Niestety tym razem się nie udało. Węgierki zwyciężyły 45:40. Polki, po wygranej z Ukrainą i porażce z Francją, zakończyły zawody na szóstym miejscu. Pełne wyniki >>

Czarna kartka jest, czy jej nie ma?
Mistrzostwa w Sheffield przeszły już do historii, a kibice mogli podziwiać piękno szermierki ze wszystkimi nieodzownymi dodatkami. Również tymi niezbyt pięknymi. W turnieju szablowym mężczyzn do czerwoności rozpaliła publiczność walka półfinałowa w której Węgier Szilagyi i Francuz Apithy sprawiali, że plansza aż dymiła, ale z drugiej strony doskwierała sprawa Giampiero Pastore, który po porażce, za zafundowanie sędziemu „blachy” w czoło, został najpierw usunięty z turnieju, po czym uśmiechnięty od ucha do ucha odbierał po paru dniach złoty medal za zwycięstwo w turnieju drużynowym. Co takiego stało się za kulisami turnieju, że Pastore został „przywrócony”? Taki sam sukces odniósł z kolegami Andrea Cassara, który do srebra indywidualnego, dorzucił tytuł mistrzowski w drużynie. Niewiele jednak brakowało, a zepsuł by sobie i całej ekipie wspaniałe święto. Po zadaniu ostatniego trafienia w walce z Bricem Guyartem, w finałowym meczu z Francją, powracając na linię wyjściową umyślnie uderzył barkiem przeciwnika. Szczęściem dla squadra azzura, polski sędzia Andrzej Witkowski stał akurat odwrócony tyłem, a sytuacji nie zarejestrowały kamery wideo-arbitrażu. Zamiast na czarnej, skończyło się na czerwonej kartce dla florecistów Stefano Cerioniego. Dwie twarze pokazała Valentina Vezzali, która po porażce w walce o złoto z rodaczką Elisą Di Francescą stała ponura na podium, po czym czmychnęła do szatni nie pozując do wspólnego zdjęcia. Jednak po zwycięstwie w turnieju drużynowym można było oglądać ją rozpromienioną, z 42 medalem w karierze. Piękne chwile przeżywał na pewno Arwin Kardolus z Holandii. Czterdziestosiedmiolatek, który jeszcze osiem lat temu był dziesiątym szpadzistą świata obecnie plasuje się na 195 pozycji i wciąż nie zamierza kończyć kariery. W Sheffield pokazał dlaczego. Nie zdobył co prawda medalu, ale jego miejsce w pierwszej ósemce to i tak nie lada sensacja. Cały turniej wygrał Joerg Fiedler, dla którego złoto miało szczególny smak. Niemiec ma na koncie wiele wygranych w zawodach z cyklu pucharu świata, wielokrotnie liderował rankingowi, ale do tej pory nie udało mu się zdobyć żadnego medalu na igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata i Europy.

Z mieszanymi uczuciami...
Z mieszanymi uczuciami patrzyło się na walki reprezentantów Polski. W turniejach indywidualnych poszło im nieźle. Wywalczyli dwa medale, tego samego koloru co przed rokiem w Lipsku. Innych szans medalowych było drugie tyle. Prawdziwą porażką były jednak zmagania drużynowe. Każda z drużyn przegrywała na swój sposób, każdy z meczów był inny i zapewne innych należy się doszukiwać przyczyn porażek. Niezależnie od wniosków jakie zostaną wyciągnięte fakt pozostaje faktem, polskie zespoły medali nie zdobyły, ba, ani razu nie awansowały do półfinału. Po raz pierwszy od 1998 roku reprezentacja Polski nie przywiozła żadnego krążka z turnieju drużynowego, podczas gdy w imprezach rangi mistrzowskiej, nawet wtedy kiedy nie wiodło się najlepiej, to właśnie duch zespołowy ratował honor polskiej szermierki, a zawodnicy nawet po przeciętnych zawodach indywidualnych, potrafili wznieść się na wyżyny i uszczknąć co nieco z medalowej puli. Przypomnijmy Mistrzostwa Europy w Płowdiw (2009), kiedy jedyny, srebrny medal wywalczyła ekipa szpadzistek, z których tylko jedna zakwalifikowała się do 1/16 finału indywidualnie. Do bardzo podobnej sytuacji doszło w Gandawie, dwa lata wcześniej, kiedy zaledwie jeden z naszych szpadzistów wszedł do szesnastki, a reszcie nie udało się przebić do 32. Parę dni później zdobyli wicemistrzostwo Europy. Miejmy nadzieję, że występ w Sheffield był tylko wyjątkiem od reguły, która potwierdzi się już w październiku na mistrzostwach świata w Katanii.




IGRZYSKA OLIMPIJSKIE
MISTRZOSTWA ŚWIATA
MISTRZOSTWA ŚWIATA 17 i 20
MISTRZOSTWA EUROPY
MISTRZOSTWA EUROPY 23
MISTRZOSTWA EUROPY 17 i 20
MISTRZOSTWA EUROPY 17
MISTRZOSTWA POLSKI
MISTRZOSTWA POLSKI 23
MISTRZOSTWA POLSKI 20
MISTRZOSTWA POLSKI 17 OOM
MISTRZOSTWA POLSKI 15 OOM
MISTRZOSTWA POLSKI 14
UNIWERSJADY
Angielski     Francuski     Niemiecki     Polski     Rosyjski     Włoski