mi_fe_szelogo
pol_zw_szelogo_cd
WIADOMOŚCI  GRUDNIA  2017
mi_fe_szelogo_cd
REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA
REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA

Lata 2008-2015
KLASYFIKACJE
MISTRZOWIE OLIMPIJSCY
POLSCY MEDALIŚCI IO
MISTRZOWIE ŚWIATA
POLSCY MEDALIŚCI MŚ
MISTRZOWIE EUROPY
POLSCY MEDALIŚCI ME
MISTRZOSTWIE POLSKI
KLUBY SZERMIERCZE
AKADEMIA prof. Zbigniewa Czajkowskiego
Jerzy Pawłowski 1932-2005
GWIAZDA WITOLDA WOYDY
ARCHIWUM
LINKI
KONTAKT
BLOGI
KSIĄŻKI i DVD
Lata 2008 - 2013
IGRZYSKA OLIMPIJSKIE
LONDYN 2012


REPREZENTACJA - PROGRAM - OLIMPIJSKIE MEDALE POLAKÓW

FLORET MĘŻCZYZN DRUŻYNOWO - 1/8 finału - 5 sierpnia - Tabela

Miały być wielkie emocje i dostaliśmy je już na początku. W pierwszym ćwierćfinale Włosi długo męczyli się z Brytyjczykami i ledwo udało im się ujść z głową. Nie mogli bardzo długo odskoczyć gospodarzom na większy dystans, a do ostatniej walki Andrea Baldini wychodził z przewagą zaledwie dwu trafień. Brytyjski sen nie spełnił się jednak. Pojedynek skończył się wynikiem 5:2, a cały mecz 45:40. Może gdyby trener Ziemowit „Ziemek” Wojciechowski wcześniej zdecydował się wprowadzić Laurence’a Halsteada zamiast kompletnie nie radzącego sobie na londyńskich planszach Hussayna Rosowsky’ego, udałoby się pokonać azzurrich.

Lepszego nosa miał trener reprezentacji USA w meczu z Francją. Już po pierwszej, nieudanej walce zdecydował się zdjąć Milesa Chamleya-Watsona i wprowadzić w jego miejsce Gereka Meinhardta. Z początku wydawało się, że zmiana ta była kompletnym niewypałem. Rezerwowy przegrał swój pierwszy pojedynek 1:5. Zanosiło się więc na szybkie, i pewne zwycięstwo trójkolorowych. Tymczasem kolejną wizytę Meinhardta na planszy bardzo dobrze będzie pamiętać przede wszystkim Victor Sintes. Francuz przegrał 1:11 i był to punkt zwrotny całego meczu. Koledzy Sintesa nie zdołali naprawić tego, co zepsuł, do półfinału awansowali Amerykanie, a szermierze francuscy wrócą do domu bez medalu. Po raz pierwszy od igrzysk w Rzymie (1960), a po raz trzeci w historii.

Dramatycznie było również w ćwierćfinale, w którym Niemcy zmierzyli się z Rosjanami. Przez siedem walk drużyna rosyjska w pełni kontrolowała przebieg wydarzeń i na dwa pojedynki przed końcem wynik brzmiał 30:23. Benjamin Kleibrink miał już tego dosyć i rozbił Renata Ganiejewa 11:6, a poprawił Peter Joppich, jeszcze wyżej zwyciężając Aleksieja Czeremisinowa. Jego wygrana 11:4 sprawiła, że to ostatecznie Niemcy wygrali 44:40.
W czwartym meczu ćwierćfinałowym nie było tak wielkich emocji, ale za to mała sensacja. Jak pisaliśmy wcześniej, Japonia to bardzo niebezpieczna drużyna i zlekceważyć ją to wielki błąd. Nie wiemy czy właśnie taki zrobili Chińczycy, ale wynik 45:30 to prawdziwe lanie. Wykazał się zwłaszcza Kenta Chida, który w czwartej walce meczu pokonał Janfei Ma 10:3. Jego koledzy nie tylko utrzymali, ale również powiększyli przewagę i awansowali do strefy medalowej.

Tam spotkali się z Niemcami i przez większość czasu kontrolowali przebieg meczu. Przewaga nie była szczególnie duża, ale też floreciści zza Odry nie pokazywali nic, co by miało świadczyć, że ją zniwelują. Bogiem, a prawdą nie musieli, bo na ostatniej „zmianie” mieli Petera Joppicha, którzy do takich sytuacji jest stworzony. Kiedy na kilka sekund przed końcem walki wygrywał z Yuki Otą 10:6, a wynik meczu brzmiał 40:39 czuł już na pewno atmosferę finału. Japończyk trafił go jednak w ostatniej sekundzie, a potem jeszcze raz w dogrywce. Japonia w finale!

Niemcom pozostała walka w finale pocieszenia ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Floreciści z USA zostali w swoim półfinale rozjechani przez Włochów. Nie wygrali żadnego pojedynku, zadając w dziewięciu zaledwie 24 trafienia. W meczu o brąz zdołali uzyskać tylko trzy więcej. Nie była to ciekawa konfrontacja. Szermierze z obydwu drużyn walczyli schematycznie, co w przypadku Niemców było zrozumiałe – w końcu po co zmieniać jeśli wychodzi – w przypadku Amerykanów pokazało, dlaczego tylko raz w tym sezonie zdołali awansować do najlepszej czwórki w turniejach Pucharu Świata. Niemiecka drużyna stanęła na podium w komplecie. Rezerwowy Andre Wessels pewnie i tak zostałby wpuszczony, ale wszedł na planszę wcześniej niż się spodziewał. Fatalnie wyglądający upadek miał Sebastian Bachmann i nie mógł kontynuować walki. Stan pojedynku wynosił wtedy 34:21 dla Niemców, więc Wessels musiał wejść i zadać jedno trafienie. Tak właśnie zrobił i ustanowił chyba rekord. Kilkanaście sekund na planszy, jedno trafienie i medal do odbioru. Nie zmienia to jednak faktu, że cały mecz był zwyczajnie nudny.

Finał był za to wspaniały i emocjonujący. Piękno szermierki w pełnej krasie, ale niestety w lekko kontrowersyjnych okolicznościach. Błędy sędziowskie zawsze były nieodłącznym elementem tego sportu. Wprowadzenie wideoarbitrażu miało wyeliminować przynajmniej część z nich. Niestety dzisiaj można było zaobserwować jak sędziowie z Meksyku i Korei Południowej, mając do dyspozycji powtórkę tak oczywistą, że trudniej o lepszą – także potrafią się mylić. Do tego cała historia z czerwoną kartką dla Japończyków... Włosi nagminnie ignorowali sędziowskie prośby o nie zdejmowanie maski bez potrzeby. Otrzymali jedno upomnienie. Japończycy zostali ostrzeżeni raz i od razu w ręku sędziego pojawiła się kartka. Poskutkowało to potem karnym trafieniem za jak najbardziej zasłużoną czerwoną kartkę. Gdyby nie ta pierwsza z kapelusza, karnego trafienia by nie było. Ewidentne pomyłki były jeszcze cztery, w tym dwie, które wołały wprost o pomstę do nieba. Ale cóż zrobić. Grunt, że finaliści zafundowali nam wspaniały spektakl. Japończycy walczyli bez kompleksów. Byli agresywni, ruchliwi, efektowni. Włosi jak to Włosi – bardzo skuteczni, wyrachowani, wykorzystujący bezlitośnie każde zawahanie u rywali. Do tego tak pewni siebie, że jeszcze trochę i uznaliby się za bogów wcielonych. To częsta przywara mistrzów.

Zaczęło się świetnie dla Nipponu. Miyake pokonał Baldiniego, a Ota zremisował z Avolą. Niestety Chida czterema trafieniami przegrał potem z Cassarą i od tego momentu prowadzenie objęli Włosi. Japończycy dokonywali cudów zręczności i waleczności. Czasem udawało im się wyrównać stan meczu, ale przez większy czas tracili do rywali jeden, dwa punkty. W przedostatnim pojedynku zdarzyło się coś pięknego. W drużynie Japońskiej nastąpiła zmiana. Suguru Awaji wszedł za Kentę Chidę. Niechybnie dlatego, żeby razem z kolegami odebrać olimpijski medal. Piękny gest trenera i drużyny, którzy pokazali, że mimo wysokiej stawki i niepewnego jeszcze wyniku są w stanie zaufać najmłodszemu członkowi teamu. Odpłacił zresztą za to zaufanie świetną postawą. Przegrał co prawda z Cassarą 4:5, ale walczył bardzo ambitnie. Trener Japończyków nawet po straconym trafieniu, ale za to po bardzo ładnej akcji, uśmiechał się i bił brawo swojemu podopiecznemu. Ostatni pojedynek tego meczu historii nie miał. Baldini szybko rozprawił się z Otą i Włosi wywalczyli mistrzostwo. Czy gdyby sędziowie lepiej wykonywali swoje obowiązki wynik byłby inny? Być może. Być może nie. Być może, z całym szacunkiem dla rozjemców dzisiejszego finału, najlepszym powinni sędziować najlepsi...?

Marek Malanowski

Ćwierćfinały:
Włochy - Wielka Brytania 45:35
USA - Francja 45:39
Niemcy - Rosja 44:40
Japonia - Chiny 45:30

Półfinały:
Włochy - USA 45:24
Japonia - Niemcy 41:40

O 3 miejsce:
Niemcy - USA 45:27

Finał:
Włochy - Japonia 45:39

Kolejność:
1 Włochy
2 Japonia
3 Niemcy
4 USA
5 Rosja
6 Wielka Brytania
7 Chiny
8 Francja
9 Egipt

Startowało 9 drużyn.









IGRZYSKA OLIMPIJSKIE
MISTRZOSTWA ŚWIATA
MISTRZOSTWA ŚWIATA 17 i 20
MISTRZOSTWA EUROPY
MISTRZOSTWA EUROPY 23
MISTRZOSTWA EUROPY 17 i 20
MISTRZOSTWA EUROPY 17
MISTRZOSTWA POLSKI
MISTRZOSTWA POLSKI 23
MISTRZOSTWA POLSKI 20
MISTRZOSTWA POLSKI 17 OOM
MISTRZOSTWA POLSKI 15 OOM
MISTRZOSTWA POLSKI 14
UNIWERSJADY
Angielski     Francuski     Niemiecki     Polski     Rosyjski     Włoski